Cukierki od pana S.
– Faktycznie, do komendy miejskiej trafiła ta sprawa, ale bardzo szybko przejęła ją prokuratura – potwierdza nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej policji w Białymstoku.
Prokuratura postawiła już zarzuty podejrzanemu.
Dotykał w miejscach intymnych?
Sprawa wyszła na jaw w maju, kiedy jeden z przedszkolaków gdzieś zniknął. Nauczycielka znalazła je skulone w kącie na korytarzu. Załatwiło się pod siebie. Po jakimś czasie opowiedziało rodzicom, że konserwator dotykał je w miejscach intymnych. Interwencja u nauczycielek i dyrektorki nie pomogła. Rodzice zawiadomili policję. Wymiar sprawiedliwości działał błyskawicznie. Konserwator został zatrzymany i przesłuchany. Po 48 godzinach spędzonych w policyjnej izbie zatrzymań został jednak wypuszczony na wolność. Dzień później wrócił do pracy w przedszkolu.
– Dopóki nie będzie oficjalnego, prawomocnego wyroku w tej sprawie, nie można rzucać na tego człowieka oskarżenia – twierdzi Ewa Gutowska, dyrektorka Przedszkola Samorządowego nr 36. – Wprawdzie jest jakiś zarzut, ale sprawa jest w toku. Nikt niczego mu nie udowodnił. Jest naszym wieloletnim pracownikiem. Nigdy nikt się na niego nie skarżył, nikt z personelu nie zauważył niczego dziwnego w jego zachowaniu. Dlatego jednogłośnie podjęliśmy decyzję, żeby do czasu wyroku normalnie pracował – dodaje dyrektorka.
Pilnował podczas leżakowania
Konserwator to starszy pan. W przedszkolu znany jako pan S. Pracuje tu od 16 lat. Najpierw w kotłowni, a po jej likwidacji przeszedł na etat konserwatora. Był człowiekiem od wszystkiego: naprawił drzwi, ale i popilnował grupy, kiedy nauczycielka chciała wyjść na kawę. Często głaskał dzieci po głowie, rozdawał cukierki.
A rodzice, mimo zaprzeczeń dyrektorki, mieli zastrzeżenia do jego zachowania.
– Kiedyś naszemu synkowi dał klapsa. Zrobiliśmy awanturę nauczycielkom, ale te starały się zbagatelizować sprawę. Zapewniły tylko, że to się więcej nie powtórzy. W głowie nam się nie mieściło, że konserwator zajmuje się opieką nad dziećmi. Pilnował ich podczas leżakowania, chodził z nimi do toalety w zastępstwie nauczycielek – opowiadają rodzice, którzy kilka lat temu zabrali syna z przedszkola przy św. Mikołaja.
Jak udało się nam nieoficjalnie ustalić, to m.in. podczas leżakowania pan S. molestował dzieci.
Na urlop albo zwolnić
Lucja Orzechowska, naczelnik wydziału edukacji w urzędzie miejskim o całej sprawie dowiedziała się dopiero od nas.
– W takiej sytuacji jest kilka rozwiązań. Ale jedno jest pewne: ten człowiek do czasu rozstrzygnięcia przez organy sprawiedliwości sprawy nie powinien pracować wśród dzieci. Dla ich bezpieczeństwa powinien być albo wysłany na urlop albo dyrekcja powinna go zwolnić – nie ma wątpliwości Lucja Orzechowska.
3684 |17135 |9796 |14906 |20758 |4478 |17277 |3195 |7595 |10238 |